Kto ma uprzątnąć śmieci po remoncie: malarz czy zamawiający?
Udostępnij
Gdy wszyscy zostawiają po trochu
Przychodzi stolarz od drzwi — montuje drzwi, pudło zostawia. Przychodzi hydraulik — montuje rury, opakowania zostawia. Przychodzą meblarze — montują meble, kartony zostawiają. Przychodzą montażyści okien — montują okna, stare części zostawiają.
A potem przychodzą malarze. I nagle wszyscy myślą, że malarz ma nie tylko pomalować ściany, ale także posprzątać cały obiekt po wszystkich innych. Bo jest ostatni. Czyli jest odpowiedzialny. Logiczne? Niewiele.
Nauka to wyjaśnia: dyfuzja odpowiedzialności
Psychologowie nazywają to zjawisko dyfuzją odpowiedzialności (ang. diffusion of responsibility). To dobrze zbadane zjawisko społeczne: im więcej osób bierze udział w sytuacji, tym mniej każda z nich czuje się osobiście odpowiedzialna za wspólny wynik.
Klasyczny eksperyment: w 1968 r. psycholodzy John Darley i Bibb Latane wykazali, że ludzie znacznie rzadziej pomagają w nieszczęściu, gdy w pobliżu jest wielu innych obserwatorów — każdy uważa, że ktoś inny już się tym zajmie. Na obiekcie remontowym działa ten sam mechanizm: każdy fachowiec uważa, że śmieci posprząta ktoś inny. Wynik? Ostatni — malarz — dostaje pełen mikrobus cudzych resztek.
Śmieci po remoncie same nie znikają
Na każdym obiekcie ta historia powtarza się od nowa. Jedno pudełko. Kilka worków. Kilka desek. Stara lampa. Odpady rur. Karton po meblach. Folia z drzwi. Stare płytki. Każdy fachowiec zostawia trochę. Po tygodniu to trochę wygląda jak pół mikrobusa.
Wtedy wszyscy patrzą na malarza. Bo on jest jeszcze na obiekcie. Bo on jest ostatni. Bo ma samochód. Bo no to może państwo wywiozą?
Wywożenie śmieci też kosztuje
Czasami ludziom wydaje się, że wywiezienie śmieci budowlanych to po prostu wrzucenie ich do samochodu i wywiezienie. Ale w rzeczywistości oznacza to: zebranie i zniesienie śmieci z mieszkania, załadowanie ich do samochodu, zawiezienie do odpowiedniego punktu odbioru odpadów, zapłacenie za odbiór lub kontener, stracenie czasu i czasami kilkukrotne jeżdżenie, a potem posprzątanie samochodu.
I to nie jest jedno pudełko po butach. To są odpady budowlane: resztki gipsu, drewno, plastik, wiadra po farbie, stare lampy, części hydrauliczne, opakowania po meblach. To jest osobna część pracy — i ona kosztuje.
Dlaczego każdy fachowiec nie może posprzątać po sobie?
Odpowiedź jest prosta. Stolarz od drzwi wywozi opakowania po drzwiach. Hydraulik wywozi resztki rur. Meblarze wywożą kartony. Montażyści okien wywożą stare części. Malarz sprząta po malowaniu. Wszystko. Obiekt jest czysty. Klient jest spokojny. Fachowcy są normalni.
Ale często bywa inaczej: zrobił, zostawił, odjechał. A potem ktoś inny musi być dobrym człowiekiem.
Uporządkowany obiekt oszczędza pieniądze
To nie tylko zasada — to ekonomia. Gdy każdy fachowiec sprząta po sobie, nie trzeba wynajmować dodatkowej osoby, nie trzeba dużego kontenera w ostatniej chwili, nie trzeba płacić podwójnie w trybie pilnym. A gdy wszystko zostaje na koniec — nie ma wyboru. I wtedy to „ach, to tylko śmieci” zamienia się w realne koszty.
Możemy wywieźć. Ale to nie jest za darmo.
Jeśli na obiekcie trzeba wywieźć śmieci — proszę powiedzieć z wyprzedzeniem. Możemy oszacować ilość, podać cenę i zorganizować wywóz. Ale to musi być osobny punkt, a nie niespodzianka w ostatnim dniu. Bo malarz nie jest magicznym człowiekiem z darmowym mikrobussem, nieskończonym czasem i osobistą miłością do cudzych pudeł. Chociaż czasami tak się wydaje.
Szacunek zaczyna się od prostych rzeczy
Dobry remont to nie tylko piękne ściany. To porządek, jasne uzgodnienia, szacunek dla pracy innych i odpowiedzialność za swój etap. Wykonałeś pracę — posprzątałeś. Zostawiłeś śmieci — powiedziałeś, kto je wywiezie. Chcesz, żeby inni wywieźli — uzgadniasz cenę.
Bez dramatów. Bez „a my myśleliśmy”. Bez pełnego mikrobusa cudzych resztek. Bo gdyby każdy wywiózł choćby swoje pudełko, na koniec obiektu nie trzeba by szukać bohatera z mikrobussem. A na razie — czasami tym bohaterem jest malarz. Tylko od teraz bohater pracuje zgodnie z kosztorysem.